ARTYLERIA W BOJU

Ani Ares, ani też Mars - pochodzący z mitologii greckiej i rzymskiej wielcy bogowie wojny - nie pogardziliby zapleczem i wyposażeniem, jakim dysponują artylerzyści z "Czarnej Dywizji". 9 marca 2010 roku na poligonie w Świętoszowie, w ramach treningu kierowania ogniem, żołnierze 5 Lubuskiego pułku artylerii wytoczyli swoje najcięższe działa. Razem strzelały 122 mm wyrzutnie rakietowe WR-40 "Langusta" i 122 mm haubice samobieżne 2S1 "Goździk".

Wraz z pierwszymi promieniami słońca, sulechowscy artylerzyści ruszyli w teren. Przed nimi kolejne wyzwanie podczas, trwającego już drugi tydzień, zgrupowania poligonowego. Tym razem ich zadanie polega na zapewnieniu ogólnego wsparcia ogniowego pododdziałów dywizji w natarciu. " Głównym celem i zamierzeniem szkoleniowym jest doskonalenie osób funkcyjnych w zakresie kierowania ogniem artylerii oraz obsług dział i wyrzutni w realizacji zadań ogniowych" - przedstawił szef Sztabu dywizjonu artylerii samobieżnej kapitan Paweł Gandera. Wykonanie zadania polega na sprawnym funkcjonowaniu wszystkich elementów jednej wielkiej układanki, jaką jest złożony system ognia. " Element oddania strzału to efekt finalny pracy wielu osób. Nie mniej ważny, jednak będący następstwem zespołowej pracy całego sztabu" - zaznaczył porucznik Marcin Stajkowski. Podczas algorytmu wypracowywania decyzji do strzelania następuje analiza i selekcja wielu czynników. Droga jaką przebywają informacje jest bardzo długa, co na szczęście, nie jest wprost proporcjonalne do czasu uzyskania informacji zwrotnej. "Dobrze wyszkolona załoga potrafi oddać strzał w kierunku celu w czasie kilkudziesięciu sekund od jego wykrycia "- podkreślił dowódca 5Lpa pułkownik Sławomir Owczarek. Praktycznie wygląda to tak, że sekcja wysuniętych obserwatorów wykrywa, identyfikuje cel oraz określa jego parametry to znaczy położenie w płaszczyźnie poziomej i pionowej oraz wysokość. Następnie dane te są niezwłocznie przekazywane na stanowisko dowodzenia dywizjonu, gdzie są wprowadzane do systemu "Topaz", który dokonuje błyskawicznych obliczeń, czego efektem są gotowe nastawy do strzelania. W takiej formie trafiają one do oficera ogniowego i do strzelających dział. Po wycelowaniu i potwierdzeniu nastaw, następuje odpalenie. Kilkudziesięciokilogramowe pociski i rakiety, poruszające się z zawrotną prędkością, lecą do celu oddalonego o około 7-8 kilometrów w czasie kilkudziesięciu sekund. Artyleria przeznaczona jest przede wszystkim do rażenia celów powierzchniowych, niemniej jednak podczas ćwiczenia obsługi musiały prowadzić ogień w wyznaczony punkt. " Wszystkie załogi wykonały zadanie bardzo dobrze. Na ich ocenę składa się odchylenie miejsca upadku pocisków od punktu kontrolnego. Wszystkie rakiety i pociski uderzały w odległości około 20-30 metrów" - podsumował dowódca 5Lpa pułkownik Sławomir Owczarek. Podczas ćwiczeń dowódca 11 Dywizji Kawalerii Pancernej dyskutował z pułkownikiem Owczarkiem o zasadach i sposobach wykorzystania systemu "Topaz" podczas operacji w Afganistanie. Miałby być on wszechstronniej wykorzystywany, przede wszystkim w przypadkach tzw. "call for fire", czyli wezwania po wsparcie ogniowe, przez operujące w terenie pododdziały manewrowe lub zainicjowanie takiego wezwania przez bezpilotowe środki rozpoznawcze. Ma to tym większe znaczenie, gdyż już jesienią br. żołnierze "Czarnej Dywizji", głównie z 10 Brygady Kawalerii Pancernej, polecą na misję do Islamskiej Republiki Afganistanu.

Tekst i zdjęcia: kpt. Szczepan Głuszczak

Strona główna  |  Linki  |  Kontakt  |  Napisz do nas